ECL: LAN party - Strzelanina w Virginia Beach
| |||||||||
Był weekend przed Bożym Narodzeniem, a na całej hali nikt nawet nie drgnął. Wyjątkiem było kilkuset graczy zajętych walką każdy na każdego (ang. free for all). Mówimy o grze na zimowej imprezie East Coast LAN (ECL). W skrócie: na to wydarzenie warto przybyć z każdego miejsca, z którego jest to wykonalne - samolotem, samochodem, czy pociągiem.
Dla mnie była to pierwsza przygoda z grą z wszystkimi na ECL w Virginia Beach. Od imprezy dzieliło mnie kilka lotów, ale naprawdę było warto.
Gdy wkroczyłem na lotnisko z obudową mojego komputera, skupiło się na mnie sporo rozbawionych spojrzeń. Jestem pewien, że ci niedzielni podróżni po raz pierwszy widzieli obudowę ATX jako bagaż podręczny. Kiedy dotarłem do kontroli bagażu zdziwiłem się słysząc, że tamtejsi pracownicy są do takiego widoku przyzwyczajeni. "Jest tego kilka dziennie", odpowiedział oficer TSA.
Po całej procedurze nie mogłem powstrzymać się od przystanięcia i pstryknięcia kilku zdjęć koledze. Został przyjęty po królewsku - ręcznym wykrywaczem metalu. Zegarek? Piii! Pasek? Piii! Buty? Piii! Wszystko powodowało wzbudzenie urządzenia. Zrobiłem kilka zdjęć w nadziei na wierne uchwycenie tego spektaklu, ale poczułem nagle stukanie w ramię - duży, krzepki oficer powiedział "Nie można robić zdjęć po tej stronie punktu kontroli." Nie muszę chyba mówić, iż nie zobaczycie tutaj tych zdjęć. Musiałem je natychmiast skasować.
Wylądowaliśmy w Norfolk, wypożyczyliśmy samochód i ruszyliśmy na umówione miejsce. Według mapy lotnisko było zaledwie 11 kilometrów, czy też około 13 minut drogi od hali. To bardzo dobra lokalizacja tym bardziej, że nie znałem okolicy. Gdy zamknąłem już za sobą drzwi hali, jedyne co można było zobaczyć to morze komputerów i trochę głów wystających znad monitorów.
Swój wolny czas setki graczy spędziło w jednym miejscu. Ponad dwieście osób przygotowanych na niezapomniany weekend.
DALEJ: Słowo od założyciela ECL
| Spis treści | ||
|
| ||
| Działy THG | ||||||||||||
|