Joint Operations: Typhoon Rising
| |||||||||
Kocham gry komputerowe. Kocham je tak bardzo, że związałem się zawodowo ze światem gier komputerowych. Nie często jednak zdarza mi się pokochać konkretną grę tak bardzo, żeby wpędziło mnie to w problemy. Gra Joint Operations: Typhoon Rising stała się dla mnie takim właśnie problemem. Ledwo mogę się od niej oderwać, żeby napisać tę recenzję.
Mnóstwo osób zastanawiało się czy ta gra wykończy "Battlefield", czyli czy zdoła przyciągnąć do siebie setki tysięcy fanów gier Battlefield 1942 i Battlefield Vietnam? Myślę, że tak. Na pewno ta gra wciągnęła mnie... Ukradła mi moje życie i zamknęła je w metalowej klatce uzależnienia od rozgrywki online. Przez to uzależnienie zawalam terminy, zapominam o jedzeniu i moich ... no tak, już nie mam żadnych przyjaciół. Jestem za bardzo zajęty graniem w Joint Operations. Przyjaciele już dawno zapomnieli o mnie. Gdyby teraz pojawił się ktoś, podając się za mojego przyjaciela, zapewne odruchowo wyrwałbym, zamiast zawleczki od granatu, najbliższy kabel usb i rzucił nim, chowając się pod biurkiem przed wybuchem, którego nie będzie.
Misje treningowe sprawią wam dużo radości. Patrzcie na to!
DALEJ: Społeczność sieciowa
| Spis treści | ||
|
| ||
| Działy THG | ||||||||||||
|